Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Galeria



Nasi partnerzy

Partnerzy

Współpraca

Przemarsz do Ziewanic 2011

Wrzesień to okres wielu rocznicowych uroczystości związanych z wybuchem II Wojny Światowej. Członkowie Reprezentacyjnego Oddziału Konnego Towarzystwa Byłych Żołnierzy i Przyjaciół 15 Pułku Ułanów Poznańskich upamiętniają te wydarzenia w swoisty dla siebie sposób. W tym roku – już po raz dziesiąty - wyruszyli w niemal 300 km przemarsz konny spod Poznania do położonych w pobliżu Głowna Ziewanic. Kanwą tego niecodziennego rajdu jest historyczny marsz bojowy poznańskich ułanów z września 1939r. na trasie z Wielkopolski, przez Kampinos do Warszawy. Celem przemarszu nie jest jednak stolica, a miejsce śmierci dowódcy 15-staków ppłk Tadeusza Mikke, który zginął raniony kulami właśnie w rejonie Ziewanic dnia 12 września 1939r.

Po śmierci pierwszego wojennego dowódcy 15 Pułku Ułanów Poznańskich jego podkomendni złożyli przysięgę, że w dniu rocznicy tego wydarzenia będą gromadzić się w miejscu jego śmierci, by tym samym oddać hołd oficerowi. Ideę tę podjęli, i już od wielu lat podtrzymują członkowie Oddziału. Czas i trasę swojego wrześniowego szlaku dostosowują zawsze tak, by 12 września punktualnie o godz. 12.00 stawić się pod kamieniem upamiętniającym śmierć ppłk Tadeusza Mikke.

W tym roku w tym wydarzeniu wziął udział Oddział konny w składzie: Jan Kołaczkowski na koniu Istabar, Zdzisław Pilarski na koniu Hipoteza, Łukasz Walter na koniu Ben, Mikołaj Walter na koniu Formoza, Piotr Stachecki na koniu Colorado i Piotr Walter na koniu Felicja, prowadzony przez swojego dowódcę – Andrzeja Waltera na koniu Mixer. Tego typu przedsięwzięcie wymaga sprawnego kwatermistrzostwa, o które w tym roku zadbali ułani taborowi – Kazimierz Szwed i Bolesław Klóska.

Celem najwierniejszego odwzorowania odtwarzanego przez ułanów-ochotników wydarzenia, jeźdźcy przywdziali adekwatne dla początków II Wojny Światowej umundurowanie oraz cały szereg elementów wyposażenia i uzbrojenia zarówno oficerskiego i żołnierskiego. Konie osiodłano natomiast w rzędy kawaleryjskie wz. 36.

Dzień 1 – 03.09.2011r.

Punktualnie o godz. 10.00 rano w sobotę 3 września na teren pałacu w Rogalinie zajechała sekcja konna. Jak co roku na dziedzińcu pałacowym odbyła się krótka, ale bardzo wzruszająca uroczystość. Właściwie było to pożegnanie z rodzinami i przyjaciółmi, którzy przybyli na teren pałacu, by towarzyszyć swoim bliskim na początku ich przemarszu. Kulminacyjnym momentem spotkania było podniośle zaśpiewane przez ułana Jana Kołaczkowskiego „Bywaj dziewczę zdrowe” – łzy w oczach zebranych świadczyły o wysokim poziomie emocji towarzyszącemu temu wydarzeniu.
Po opuszczeniu terenów pałacowych Oddział wyruszył w pierwszy, 40 km etap przemarszu. Etap trudny, ponieważ właśnie pierwszy, ale jednocześnie piękny, gdyż prowadzący głównie lasami i bezdrożami. Po popołudniowej przerwie i popasie w miejscowości Kaleje, sekcja wyruszyła w drugą część sobotniego odcinka, prowadzącego do miejscowości Młodzikowo – miejsca zaplanowanego odpoczynku i noclegu. Przeprawiając się po drodze przez bród, ułani na miejsce zakwaterowania dotarli już wieczorem. Po oporządzeniu koni oraz przygotowaniu się do następnego odcinka, wojsko udało się na upragniony spoczynek.

 

Dzień 2 – 04.09.2011r.
Odpasem koni już o godzinie 6.00 rano, Reprezentacyjny Oddział Konny rozpoczął drugi etap przemarszu – etap nawigacyjnie nietrudny, jednak obfity w urzekające widoki. Większość niedzielnego odcinka ułani przejechali bowiem wałem przeciwpowodziowym wzdłuż pięknie wijącej się po okolicy rzeki Warty. Jadąc kilka godzin w kolumnie dwójkami jeźdźcy mieli okazję między innymi przejechać pod zabytkowym żelaznym mostem kolejowym, by ostatecznie dotrzeć do nietypowej dla koni przeprawy przez rzekę. Na drugą stronę Warty Oddział dostał się za pomocą promu – na szczęście odpowiednie przeszkolenie koni oraz ich wrodzona odwaga pozwoliły pokonać tę przeszkodę bez trudu. Spieszone wojsko przeszło jeszcze kilkaset metrów i w pobliskim Dębnie na terenie przylegającym do kościoła zorganizowano popas. Tak oto na wychodzących po skończonej Mszy św. okolicznych mieszkańców czekał niecodzienny widok – namiastka obozu kawaleryjskiego.
Po skończonej przerwie Oddział wyruszył w drugą część etapu, który prowadził między innymi przez punkt widokowy koło Śmiełowa, skąd rozciąga się piękna panorama na okoliczny kościół, pałac i… elewator w Gądkach – trudno w obecnych czasach uwierzyć, że będąc od dwóch dni w drodze można wciąż być tak blisko domu.
Zwieńczeniem trudów niedzielnego etapu był wykonany w rozwiniętej sekcji galop – esencja jazdy konnej. Należy bowiem dodać, że na tak długich trasach konnych podstawowym chodem w jakim porusza się kawaleria jest stęp, czasem kłus. Celem odciążenia koni ułani okresowo również zsiadają z koni i idąc obok swoich wierzchowców pokonują kilka kilometrów pieszo.
Strudzony Oddział późnym popołudniem dotarł do miejsca zakwaterowania – miejscowości Antonin.

Dzień 3 – 05.09.2011r.
Już o wschodzie słońca odegrano pobudkę, po czym wyznaczeni ułani przystąpili do odpasu koni. Po ich oporządzeniu i uroczystym pożegnaniu gospodarzy, Oddział wyruszył w drogę. Antonin opuszczono jadąc w szyku sekcji. Grane raz po raz przez oddziałowego trębacza sygnały oznajmiały mieszkańcom wymarsz wojska z miejsca zakwaterowania. Jakże podniosły był to dla ułanów widok, gdy jadąc przez wieś u progu niemal każdego domostwa żegnały ich całe rodziny.
Tuż po wymarszu ułani, już tradycyjnie, złożyli wizytę w szkole podstawowej w Antoninie. Po krótkiej prelekcji na temat kawalerii, 15 Pułku oraz idei samego przemarszu, ułan Piotr Stachecki przystąpił do pokazu władania białą bronią – po cięciach szablą, zaprezentował on również kłucia i pchnięcia lancą. Całość komentował dowódca Oddziału – Andrzej Walter, przybliżając uczniom charakter i cel wykonywanych ćwiczeń.
Po opuszczeniu szkoły Oddział większość etapu przejechał leśnymi duktami otoczonymi kwitnącym wrzosem. W pewnym momencie komendant dokonał przegrupowania wojska i podziału go na dwa patrole. Ich zadaniem było improwizowane przeczesanie okolicznych zagród celem zebrania informacji o ruchu obcych wojsk. Po wykonaniu rozkazów pododdziały różnymi trasami dotarły do umówionego punktu zbiórki. Dla odwiedzonych przez patrole mieszkańców była to nieoczekiwana żywa lekcja historii, a dla samych ułanów ciekawe urozmaicenie trasy. Ze względu jednak na spory upał, w trosce o konie, niemal cały etap pokonano stępem, przy częstym spiaszniu ułanów.
Późnym popołudniem na horyzoncie ukazały się długo wyczekiwane zabudowania miejscowości Królików – miejsca zakwaterowania.

Dzień 4 – 06.09.2011r.
Jeden z trudniejszych, a na pewni najdłuższy etap tegorocznego przemarszu rozpoczął się od odpasu, który zrobiono jeszcze przed wschodem słońca. Tego dnia do pokonania było blisko 50 kilometrów. Po osiodłaniu koni, Oddział wyruszył w drogę, zatrzymując się już po kilku kilometrach w pobliskiej szkole w Grodźcu.
Zebranym na płycie szkolnego boiska uczniom zaprezentowano zarówno sylwetkę ułana, musztrę Oddziału na poziomie sekcji oraz umiejętności pojedynczego ułana w zakresie władania szablą i lancą.
Po tej niecodziennej lekcji historii wykonano kilka pamiątkowych zdjęć, po czym Oddział opuścił gościnne progi tej miejscowości i udał się w dalszą podróż. Kolejny postój wyznaczono w miejscowości Gliny. W oczekiwaniu na uczniów lokalnych szkół, trzech reprezentantów Oddziału pojechało oddać hołd pomordowanym w okolicznych lasach mieszkańcom ziemi kaliskiej. Żołnierze złożyli pod pomnikiem upamiętniającym tę tragedię wiązankę kwiatów oraz wystawili symboliczną wartę.
Pozostali przy koniach ułani zaprezentowali przybyłym na spotkanie uczniom sylwetkę koni wojskowych, rzędy, umundurowanie oraz wyposażenie kawalerzysty – wszystko na podstawie własnego przykładu. Po prelekcji, świadomy koniecznej do pokonania trasy, komendant wydał rozkaz do osiodłania koni oraz wymarszu w dalszą drogę.
Późnym popołudniem na horyzoncie pokazały się kominy elektrowni w Turku – widok jakże pokrzepiający, gdyż nocleg zaplanowano w stajni zlokalizowanej właśnie w pobliżu tego obiektu.
Późnym wieczorem członkowie Oddziału zebrali się na uroczystej kolacji zorganizowanej przez burmistrza miasta Turek. Takie spotkania są dla ułanów świadectwem gościnności jakiej codziennie doświadczają podczas przemarszu, a bez której ta piękna inicjatywa byłaby niemożliwa do zrealizowania.

Dzień 5 – 07.09.2011r.
Uniejów – cel środowego etapu oddalony jest od Turku zaledwie o 25 km jazdy konno. Pokonanie tego stosunkowo krótkiego etapu zaplanowano więc na popołudniową część dnia. Do południa natomiast Oddział przemarszem przez miasto zajechał pod gmach urzędu miasta w Turku, gdzie został oficjalnie powitany zarówno przez burmistrza tego miasta jak i starostę powiatu. Należy dodać, że od tego dnia aż do końca przemarszu do ułanów dołączył ich przyjaciel - Roman Gronowalski na koniu Lord.
Po wykonaniu pamiątkowych zdjęć, sekcją przemaszerowano na teren szkoły podstawowej nr 1, gdzie przygotowano na cześć Oddziału akademię o charakterze patriotycznym. Ułani odwdzięczyli się uczniom donośnym śpiewem oraz ciekawą prelekcją na temat 15 Pułku, kładąc nacisk na ciekawe niuanse, o których nie sposób się dowiedzieć z Internetu czy literatury.
Po tym krótkim, lecz niezwykle miłym spotkaniu ułani przemaszerowali na teren zakwaterowania, gdzie zaproszono uczniów kilku innych szkół. Zebranym dzieciom zaprezentowano dodatkowo pokaz musztry konnej oraz władania szablą i lancą konno. Po pokazach uczniom zorganizowano ognisko, Oddział natomiast udał się na krótką przerwę.
Wczesnym popołudniem ponownie osiodłano konie i wyruszono w zaplanowaną na ten dzień trasę przemarszu. Tym razem, oprócz leśnych duktów i pól, wiodła ona zarówno wzdłuż kominów elektrowni, jak i w pobliżu dwóch jezior. Jedno z nich to zbiornik o wodzie koloru lazurowego, lecz zupełnie pozbawionej życia. Drugie z kolei, stanowi element zrekultywowanego pokopalnianego terenu, zagospodarowanego na akwen wodny udostępniony na cele rekreacyjne – w tym jeziorze Oddział na moment wjechał końmi do wody, by je napoić i nieco schłodzić im nogi.
Po krótkiej przerwie ułani ruszyli w dalszą trasę, szczęśliwie omijając widoczną na horyzoncie wielką ulewę. Spadło na nich jedynie kilka kropel, lecz śpiew jednego z jeźdźców, Jana Kołaczkowskiego mający na celu odstraszyć deszcz skutecznie spełnił swoje zadanie – tak oto niemal o zmierzchu, jedynie lekko zroszeni deszczem ułani osiągnęli swój cel – kasztel w Uniejowie. Konie natomiast zakwaterowano w stajni przyjaciela Oddziału, wielkiego pasjonata koni, z którego uprzejmości i bezinteresowności już od lat ułani z wdzięcznością korzystają.

Dzień 6 – 08.09.2011r.
Czwartek to dzień odpoczynku dla ludzi, a przede wszystkim dla koni. Na ten dzień zaplanowano udział Oddziału w uroczystościach rocznicowych upamiętniających wydarzenia z września 1939r. Co rzadkie w dzisiejszych czasach, skupiają one bardzo liczne grono mieszkańców Uniejowa, uczniów oraz liczne delegacje składające wiązanki kwiatów pod pomnikiem na Rynku. Należy zaznaczyć, że władze tego pięknego miasta zawsze dostosowują termin organizacji wspomnianych uroczystości na datę przejazdu Oddziału przez miasto – jest to dla ułanów duże wyróżnienie. Podobnie jak w poprzednich latach i w tym roku wyznaczono jednego z członków Oddziału, Zdzisława Pilarskiego, do odczytania Apelu Poległych.
Następnie ułani udali się do uniejowskiej szkoły, gdzie zorganizowano m.in. patriotyczną akademię i występy taneczne. Po ich zakończeniu zaproszono uczniów na płytę przyszkolnego boiska, gdzie przedstawiono na konkretnym przykładzie sylwetkę ułana, musztrę sekcji (gdzie wydawano komendy zarówno głosem jak i gwizdkiem) oraz pokaz rąbki (władania szablą) oraz kłucia lancą.
Po krótkiej przerwie ułani udali się na miejsce zakwaterowania, resztę dnia regenerując swoje organizmy w termalnych wodach z uniejowskich źródeł.

Dzień 7 – 09.09.2011r.
Wczesnym rankiem Oddział opuścił gościnne progi Uniejowa, by udać się w kolejny etap przemarszu. Początkowo ułani jechali głównie lasami, w miarę jednak upływu czasu trasa coraz częściej wiodła poboczami dróg. Wiadukt nad autostradą w rejonie Wartkowic umożliwił ułanom pokonanie tej obcej dla żołnierzy września 1939r. przeszkody terenowej.
W trakcie drogi jeźdźcy dodawali sobie otuchy starym ułańskim sposobem – śpiewem.
Po popasie zorganizowanym w rejonie miejscowości Pełczyska, Oddział wyruszył w dalszą drogę. Wiodła ona m.in. przez tory kolejowe przy nieczynnym wiadukcie, by ostatecznie dotrzeć nad rozciągające się nad Bzurą tereny wokół Łęczycy. Przejeżdżając przez miasto ułani zatrzymali się na chwilę pod pomnikiem upamiętniającym ofiary walk nad Bzurą. Komendant ustawił swoje wojsko frontem do obelisku, po czym dając komendę baczność, oddał honory poległym bohaterom.
Późnym popołudniem Oddział zajechał do Kwiatkówka, gdzie już u bram został przywitany przez goszczących go tego dnia gospodarzy.
Za okazaną życzliwość i ciepło ułani odwdzięczyli się śpiewem, który rozlegał się po okolicy do późnych godzin nocnych.

Dzień 8 – 10.09.2011r.
Leżący tuż nad Bzurą Kwiatkówek, Oddział opuścił wczesnym rankiem. Początkowy etap sobotniego odcinka przemarszu ułani jechali wzdłuż tej tak ważnej we wrześniu 1939r. rzeki. Obierając kierunek na miejscowość Piątek, geograficzny środek Polski, Oddział maszerował rozległymi łąkami, z których rozciągał się przepiękny widok na okolicę.
Popas zorganizowano w miejscowości Goślub – przyjazd Oddziału wzbudził spore zainteresowanie okolicznej ludności. Już po chwili wokół koni krzątała się niemała gromadka dzieci, karmiących je zerwaną po okolicy trawą. Ułani zaspokajali ich ciekawość, chętnie odpowiadając na wszelkie pytania.
Po przerwie wyruszono w dalszą drogę, która wiodła m.in. przez teren budowy autostrady A1.
W świetle zachodzącego słońca na horyzoncie pojawiła się Stadnina Koni w Walewicach – cel sobotniego etapu.
Wojsko zakwaterowano w pokojach pięknego zabytkowego pałacu, w którym w minionych wiekach zatrzymał się m.in. sam Napoleon.

Dzień 9 – 11.09.2011r.
Ostatnie etapy przemarszu wiodą wzdłuż terenów, gdzie we wrześniu 1939r. toczyły się zacięte walki znane jako Bitwa nad Bzurą. W okolicy rozsianych są dziesiątki miejsc upamiętniających tamte wydarzenia: cmentarzy z grobami żołnierzy poległych podczas bitwy, pomników czy tablic. Jednym z nich jest kamień upamiętniający żołnierzy 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich, biorących udział w tej sławetnej bitwie. Jest on posadowiony na terenie Stadniny Koni w Walewicach. Od lat na zorganizowanej przy nim Mszy św. polowej oraz uroczystościach rocznicowych gromadzą się kombatanci, sztandary, poczty, młodzież szkolna oraz okoliczni mieszkańcy. Trasa i czas przemarszu zawsze są dostosowane do tego, by i Reprezentacyjny Oddział Konny z Poznania brał w tych uroczystościach udział. Jest to dla ułanów jeden z priorytetów przemarszu, gdyż tym samym oddają oni hołd poległym bohaterom z bratniego Pułku oraz innych polskich jednostek. W tym roku Apel Poległych odczytał jeden z ułanów – Zdzisław Pilarski. Do ułanów w tym dniu dołączył ponadto kolejny członek Oddziału – Remigiusz Dolata.
Już od wielu lat równolegle z patriotycznymi uroczystościami pod kamieniem, rozgrywane są zawody w skokach przez przeszkody o Memoriał 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich. W przerwie między jedną z licznych konkurencji rozgrywanych w ramach tej rywalizacji, trzech członków Oddziału, trzech braci Walterów – Łukasz, Mikołaj i Piotr, zaprezentowało brawurowy pokaz władania białą bronią konno. By przybliżyć widzom tajniki stosowanych chwytów, kłuć oraz pchnięć, całość opatrzona była komentarzem Piotra Stacheckiego.
Po pokazach komendant wydał rozkaz udania się na krótki odpoczynek, by dać wytchnienie ludziom, a przede wszystkim koniom. Podczas przerwy niezawodny oddziałowy taborowy Kazimierz Szwed zdradził swoje najskrytsze marzenie, z którym skrywał się jeżdżąc każdego roku z Oddziałem w jego wrześniową trasę. Otóż ten 75 letni ułan od zawsze chciał dosiąść konia dowódcy - Mixera. Nie czekając długo, sam komendant osiodłał swojego wierzchowca i w oficerskim rzędzie zasiadł ów skromny taborowy. Uśmiech na jego twarzy świadczył o tym, że wreszcie spełniło się jego marzenie.
Po południu Oddział wyruszył w już ostatni odcinek przemarszu – w trasę do Boczków Domaradzkich k/Ziewanic, gdzie przewidziano zakwaterowanie ułanów. W ten zaledwie kilkunastokilometrowy etap wybrał się przybyły na uroczystości do Walewic ułan Remigiusz Dolata, któremu swoją piękną siwą klacz Hipotezę odstąpił ułan Zdzisław Pilarski.
Na miejsce zakwaterowania Oddział dotarł w promieniach zachodzącego słońca. Po oporządzeniu koni ułani udali się na wystawną kolację, która już od kilku lat gromadzi kilkadziesiąt osób – przyjaciół gospodarzy. Śpiewom przy rozpalonym ognisku nie było końca.

Dzień 10 – 12.09.2011r.
Ostatni i jednocześnie najważniejszy dzień przemarszu zaczął się od wzmożonego ruchy w stajni – ułani od samego rana pielęgnowali swoje konie oraz reperowali ewentualne ubytki w umundurowaniu i sprzęcie. Po śniadaniu wyruszono z miejsca zakwaterowania pod kamień upamiętniający śmierć ppłk Tadeusza Mikke. Po krótkim rekonesansie wyznaczono poszczególnym pododdziałom zadania i cała grupa udała się do leżącego nieopodal zagajnika, by tam oczekiwać rozkazów wymarszu pod kamień.
Krótko przed godz. 12.00 Oddział pojawił się na lizjerze lasu, po czym polami przedostał się pod pomnik, gdzie na ułanów czekały już rodziny, przyjaciele, liczne grono dzieci, młodzieży szkolnej, harcerzy i okolicznych mieszkańców oraz sztandary i poczty szkół i wojska (15 Batalionu Ułanów Poznańskich – spadkobierców barw i tradycji 15 Pułku). Wśród zgromadzonych zauważyć można było również i osoby ubrane w mundury historyczne – Michał Klóska (członek Reprezentacyjnego Oddziału Konnego) pojawił się w wersji garnizonowej munduru, z kolei przyjaciel Oddziału, członek Towarzystwa Dale Taylor wraz z dziewczętami odtwarzającymi Pomocniczą Służbę Kobiet pojawili się w mundurach 2 Korpusu Polskiego, z okresu walk 15-staków pod Monte Cassino.
Po złożeniu przez komendanta Oddziału meldunku o wykonaniu zadania, polegającego na przemarszu historycznym szlakiem bojowym 15 Pułku Ułanów Poznańskich z września 1939r., nastąpiło przemówienie prezesa Towarzystwa – Tadeusza Jeziorowskiego. Następnie delegacje przystąpiły do złożenia wiązanek kwiatów pod kamieniem.
W tym właśnie momencie przy pobliskich zabudowaniach nastąpiło kilka krótkich, niespodziewanych eksplozji, imitujących atak jednostek niemieckich na zamieszkałą przez Polaków wioskę. Komendant bezzwłocznie wydał wydzielonym wcześniej pododdziałom odpowiednie rozkazy i nastąpiło przegrupowanie wojska – trzech jeźdźców galopem wykonało manewr oskrzydlający i zajęło pozycję na prawej flance nieprzyjaciela. Dwóch innych ułanów w tym czasie odjechało w bezpieczne miejsce imitując odprowadzenie rannych z dala od działań wojennych. Z kolei trzech pozostałych ułanów podjechało od czoła do wioski, gdzie nastąpiło spieszenie wojska. Jeden koniowodny odprowadził galopem trzy konie w bezpieczne miejsce, a dwóch spieszonych ułanów przystąpiło do natarcia na wieś. Kilkanaście kolejnych eksplozji symulowało walki w zabudowaniach. Po wyparciu wroga ze wsi dowódca dał znak do przyprowadzenia koni przez koniowodnego, po czym na sygnał trąbki całe wojsko zajechało ponownie pod kamień. Tą krótką inscenizacją ułani zaprezentowali zebranym gościom metodę walki kawalerii we wrześniu 1939r. i główny jej element – spieszenie ułanów i odprowadzenie koni przez koniowodnych w bezpieczne miejsce. Oczywiście liczbę wojska należało w wyobraźni przemnożyć kilkakrotnie.
Jedynie kilka osób było wtajemniczonych w plany przeprowadzenia improwizowanego natarcia, w związku z czym zaskoczenie zebranych pod pomnikiem gości było zupełne. Z kolei członkom Oddziału dużą satysfakcję przyniósł entuzjazm, z jakim przyjęto tę krótką inscenizację.
Po zakończeniu uroczystości pod pomnikiem, Oddział konno udał się do pobliskich Bielaw, gdzie ułani podczas zorganizowanej w tamtejszym kościele Mszy św. wystawili poczet proporcowy. W jego składzie pojawił się z proporcem Michał Klóska. Jako przybocznego wyznaczono Łukasza Waltera, całością dowodził Piotr Stachecki.
Po zakończonej liturgii oraz po krótkim poczęstunku na terenie parafii, konie zapakowano do podstawionego przez Stadninę Koni Walewice dużego koniowozu i wybrano się, już transportem mechanicznym, w drogę powrotną.
Wszyscy członkowie Oddziału wracali z poczuciem satysfakcji z dobrze wykonanego zadania.

Ku chwale Pułku i dla dobra polskiej Kawalerii!!

Autor tekstu: Piotr Stachecki