Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Galeria



Nasi partnerzy

Partnerzy

Współpraca

Artykuły

Hubertus w Turku

W deszczową sobotę dnia 6 listopada 2010r. pięciu ułanów z naszego Oddziału uczestniczyło w Hubertusie zorganizowanym w Turku – trzech spieszonych: komendant Andrzej Walter, ułani Bolesław Klóska i Piotr Stachecki oraz dwóch konno: ułani Jan Kołaczkowski na Mixerze i Michał Klóska na Benie. Zaproszenie na coroczną gonitwę za lisem złożył nam goszczący nas we wrześniu tego roku (w ramach odbywanego przez nas tradycyjnego przemarszu konnego szlakiem bojowym 15 Pułku Ułanów Poznańskich z września 1939r.) gospodarz tegorocznego święta, Marcin Klinkiewicz.

Wyjazd z Górki do Turku zaplanowano bardzo wczesnym rankiem, tak by na umówioną godzinę 900 rano być już na miejscu. Krótko po przyjeździe konni koledzy przystąpili do siodłania swoich kasztanów, spieszeni zostali natomiast zaproszeni do jednego z kilkunastu podstawionych zaprzęgów. Wśród przybyłych na święto w liczbie 35 jeźdźców, znaleźli się również inni przedstawiciele środowisk kawaleryjskich – jeden ułan w barwach 15 Pułku Ułanów Poznańskich oraz dwoje w barwach 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich

 


W kontekście wyjątkowo nieprzyjemnej aury, trzeba podkreślić wysoką frekwencję – wszystkich uczestników i gości była niemal setka.

Cała długa na kilkaset metrów kolumna ruszyła pod kościół, gdzie wszyscy zostali pobłogosławieni. Stamtąd udano się na pobliskie polany, gdzie miała się odbyć gonitwa. Ze względu na trudne warunki, kilkoro jeźdźców zrezygnowało z udziału w pościgu.

Błogosławieństwo uczestników święta

Po krótkiej odprawie rozpoczęła się pogoń za lisem, który wyjątkowo sprawnie lawirował między goniącymi go jeźdźcami, od czasu do czasu chowając się do nory. To spowodowało, że gonitwa trwała dość długo, jednak po kilkunastu szybkich galopadach kita została w końcu zerwana. Zwycięzcę uhonorowano gromkimi brawami, po czym wszyscy udali się do lasu, gdzie zaplanowano poczęstunek.

Komendant oglądający gonitwę

Na miejscu rozpalono wielkie ognisko, które w krótkim czasie otoczyła spora gromada zziębniętych ludzi. Wreszcie przestało wiać i padać, toteż powoli wszystkim robiło się coraz cieplej. Atmosferę dodatkowo podgrzewali grający na akordeonie, mandolinie i gitarze muzycy – nikogo nie trzeba było namawiać do śpiewu, piosenki biesiadne mieszały się z żurawiejkami. Wtedy i my zdecydowaliśmy się na śpiew – na cześć gospodarza. Rozpoczął Jasiu swoim koronnym „Za Niemen” – na jego głośny, wzruszający śpiew wszyscy uczestnicy ogniska zamilkli. Następnie zaśpiewaliśmy jeszcze „Szwoleżerów” i „Amaranty” – cały czas wtórowali nam muzycy na instrumentach.

Ognisko

Na święcie tym spotkaliśmy również wielu przyjaciół Oddziału, w tym Romana Gronowalskiego, który w tym roku towarzyszył nam we wspomnianym przemarszu na etapie z Turku do Walewic.

Po zakończonym ognisku przewidziano dalszą część imprezy, już w innym miejscu. Ze względu jednak na długą drogę do domu, zdecydowaliśmy się na powrót.

Mimo początkowych obaw w związku z pogodą, wszyscy wrócili bardzo zadowoleni – święto zostało naprawdę dobrze zorganizowane, a my czuliśmy się tam wyśmienicie.