Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Galeria



Nasi partnerzy

Partnerzy

Współpraca

Normandia 1944. Falaise

28 sierpnia 2011 na zaproszenie Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy uczestniczyliśmy w barwach 10 Pułku Dragonów wraz z kolegami z „Odwachu” w inscenizacji „Normandia 1944. Falaise”. Nasza bitwa rozegrała się na terenie Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku „Myślęcinek”. Została zorganizowana w ramach uroczystości uświetniających zakończenie funkcjonowania Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy. W imprezie wzięło udział  ponad stu rekonstruktorów, odtwarzających żołnierzy polskich, kanadyjskich, amerykańskich i niemieckich oraz około 20 historycznych pojazdów wojskowych, w tym czołg Sherman oraz replika Pantery.

W inscenizacji wzięło udział dziesięciu „piętnastaków”. Nasza wyprawa do Bydgoszczy rozpoczęła się w przeddzień inscenizacji, bowiem przeprowadzenie Willysa było jego próbą generalną po remoncie skrzyni biegów, a obwialiśmy się czy staruszek podoła takiej trasie pokonanej na jednym oddechu. Faktycznie dostał lekkiej zadyszki, która skończyła się kolejną wizytą w warsztacie – na szczęście w drodze powrotnej i to już u progu domu.

Dla starszych stażem członków grupy wyjazd do Bydgoszczy był okazją do spotkania ze starymi dobrymi znajomymi: Mirkiem Giętkowskim – obecnie dyrektorem Muzeum i gospodarzem imprezy oraz niezapomnianym „Owcą”, który dawał nam swego czasu w kość na toruńskim poligonie Centrum Wyszkolenia Artylerii i Uzbrojenia.

Ze względu na scenariusz, nasi ludzie zostali rozdysponowani w trzech pododdziałach, co skutkowało tym, że każdy z nas ma inną perspektywę oceny imprezy (moja jest zachwiana ze względu na pozycję horyzontalną, którą musiałem przyjąć w pierwszych minutach potyczki i wytrwać w niej do końca). Myślę, że wszystkim się podobała, ale na pewno była też innym doświadczeniem niż większość do tej pory organizowanych z naszym udziałem. Zabrakło nam jednolitego dowodzenia po polskiej stronie, a  na pewno atutem był ciekawy sprzęt wokół którego przyszło nam biegać oraz bogata pirotechnika. Prześladował nas też pech, który spowodował, że zamiast trzech aut, dojechał tylko jeden Willys, a zamiast niemal 20 osób reprezentował nas skład o połowę słabszy.

Jeśli w kolejnych latach Muzeum będzie organizowało podobne przedsięwzięcia, na pewno chętnie weźmiemy w nich udział – mamy nadzieję, że liczniej i wydajniej wspierając organizatorów.

Autor tekstu: Adam Bech